niedziela, 3 grudnia 2017

LA PAZ. CO POLECAM ZOBACZYĆ.


Z powodu mojego wyjazdu, nie pojawiał się tu nowy wpis, ale wracam na stare tory i zapraszam Was do La Paz. Ciekawego miasta, które jest najwyżej położonym miastem na świecie. Chce się z Wami przede wszystkim podzielić tym, co polecam tam zobaczyć.

La Paz to duże miasto. Mogłabym nawet powiedzieć, że jest nieoficjalną stolicą (oficjalnie jest nią Sucre) Boliwii. Leży na wysokości 3640 m n.p.m. Otoczone jest przez góry i wzniesienia.





Po mieście poruszamy się przede wszystkim kolejką linową lub busami, autokarami. Pieszo daleko byśmy nie zaszli. Najfajniejszym wynalazkiem jest właśnie kolejka. Nie zapłacimy za nią wiele (3 boliviano), a i widoki przednie.


Po przejażdżce ruszamy zobaczyć ulicę kolonialną i zarazem najbardziej kolorową.


Mieści się tam między innymi Muzeum Instrumentów Muzycznych, nietypowych dla nas Europejczyków. Na wybranych można było samemu zagrać. Wśród eksponatów znalazła się między innymi "gitara" ze skorupy żółwia i mumia niepasująca do tego typu muzeum.



W muzealnym sklepiku była też figurka człowieczka z cygarem w buzi, a na ręku miał pieniążek i inne dodatki. Podobno w każdym domu Boliwijczyka taki człowieczek większy lub mniejszy sobie stoi. Ma przynosić domu zdrowie, szczęście i bogactwo, chociaż te cygaro średnio pasuje do tego obrazka.


Po tej wizycie trafiamy również na plac, gdzie znajdują się budynki rządowe. Nie spędzamy tam wiele czasu, gdyż zaczęło padać. Zresztą i tak można te budynki oglądać z zewnątrz, więc nic nie traciliśmy.



Mamy okazję widzieć też miasto z dzielnicy Miraflores. Tutaj panorama miasta wygląda nieco inaczej. Widać nie tylko liche budyneczki, ale też najwyżej położone boisko do piłki nożnej na świecie. Nasi piłkarze pewnie biegaliby, jak dziadkowie, na tej wysokości. Dla lokalnych nie byłoby to żadnym wyzwaniem.


Następnie warto zajrzeć na Targ Czarownic. Co prawda targiem jest jedna uliczka, gdzie tylko pierwsze sklepiki prowadzą podobno słynne czarownice. Posiadają wśród produktów eliksir na miłość, płody lam (pewnie, aby zrobić jakieś niecne czary mary). Tam też zrobicie zakupy całkiem normalne, czyli czapki, szaliki, breloczki. Chociaż w mojej ocenie lepiej główne zakupy zrobić w Uyuni. Było po prostu taniej. Wiadomo duże miasto większe ceny, nawet po negocjacji.


Po drodze można poobserwować lokalną ludność, ponieważ życie tam tłumnie się toczyło.

Jeśli ma się trochę czasu można podjechać do boliwijskiej doliny księżycowej znajdującej się przy wzgórzu nieopodal miasta. Wygląda zupełnie inaczej niż ta w Chile. W sporej części zniszczona, dlatego oglądamy jedynie jej fragment. Dolina ta wygląda jak poszarpane formacje skalne. Zresztą sami oceńcie na zdjęciu.


ZAPASY CHOLIT

 

Wieczorem czekał nas pokaz walk/zapasów Cholit. Tych tradycyjnie ubranych kobiet w warstwowe spódnice i baletki. Pokaz dość osobliwy i to w podejrzanej dzielnicy El Alto. Mnie osobiście śmieszył widok, jak dwie babki poubierane w spódnice i często w melonikach na głowach; walczą ze sobą, ciągną za włosy etc. Jak się dowiedziałam niedawno, jedna z nich wystąpiła w programie Martyny Wojciechowskiej, a nawet przyjechała z nią do Polski. Walki te stały się symbolem emancypacji kobiet w Boliwii.

Naprawdę niecodzienny pokaz. Sami zobaczcie.


Na wieczór wjechaliśmy jeszcze na wzgórze, skąd rozpościerał się niesamowity widok na miasto. Światełka wyglądały jak rozgwieżdżone niebo. Aparat marnie dał sobie radę z odwzorowaniem tego, co widziałam.


Tak zakończyliśmy dzień w La Paz. Pozostanie nam zaś jeszcze jedno miejsce w Boliwii dnia następnego i przekroczenie granicy boliwijsko-peruwiańskiej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza