sobota, 30 grudnia 2017

STANOWISKO ARCHEOLOGICZNE W TIAHUANACO I JEGO TAJEMNICE.


Tiahuanaco to tajemnicze miejsce. Kiedyś stanowiło centrum religijne. A niektórzy nawet upatrywali tutaj śladów kosmitów. Jak było naprawdę, tego nie wie nikt. Jednak stanowisko to ma parę wartych uwagi perełek.

Jest to stanowisko archeologiczne mieszczące się w Boliwii na wysokości 3800 m n.p.m. Niedaleko granicy boliwijsko-peruwiańskiej i jeziora Titicaca. Jest związane przede wszystkim z dawnymi ludami andyjskimi.



Tego dnia pogoda nieco się zepsuła i pierwsze chwile spędziliśmy właściwie w pomieszczeniach muzealnych nieopodal wykopalisk. Był dość ciekawe ze względu na artefakty, związane z tym miejscem i wierzeniami dawnych ludów.

Za wstęp zapłacimy 100 boliviano.


Odkryli je konkwistadorzy. Niestety zanim trafiło na listę UNESCO było ofiarą licznych kradzieży. Między innymi zbudowano kolej znajdującą się niedaleko używając materiału ze świątyń.


Cały teren Tiwanaku ( Tiahuanaco w języku keczua) to kompleks dwóch świątyń otoczonych murami. Co ciekawe, kiedyś otaczało je wody jeziora Titicaca. Po prostu, kiedyś poziom wód był znacznie wyższy. Teraz to niezbyt przyjazny płaskowyż otoczony trawą.


Interesujący był fakt, że budynki były budowane bez zaprawy murarskiej. Stosowano nie używane nigdzie indziej miedziane klamry. Ponadto orientowano świątynie tak, aby obserwować z nich Słońce podczas przesileń. Oczywiście 12 tysięcy lat temu, gdyż położenie Słońca uległo przecież przesunięciu.

Wiecie, że niektórzy mieli różne teorie na temat powstania tego miejsca?! Na przykład Daniken był przekonany, że Tiahuanaco nawiedzili kosmici? To dopiero nowina, co nie? Według niego w inskrypcjach świątynnych były na to dowody. Ponadto w małej świątyni znajdziecie wyrytą głowę przypominającą głowę kosmity.



Z kolei Hancock wydał książkę, gdzie twierdził, że są to pozostałości mitycznej Atlantydy.

Ciekawe; nie sądzicie?

Dobrze, ale wróćmy na ziemię. Jakie mamy tam najciekawsze obiekty?

Na przykład warto zwrócić uwagę na piramidę Akapana. Ma 15 metrów wysokości i stanowi jedną z największych w Ameryce Południowej. Jeśli mamy na myśli budowle pochodzące z czasów prekolumbijskich.

Odkryto tutaj ciało kapłana albo władcy (nie wiadomo), a wraz z nim szczątki lamy (miała doprowadzić zmarłego do zaświatów), diadem oraz wisior.

Oprócz tego mamy jeszcze Bramę Słońca w kompleksie świątynnym Kalasasaya zbudowaną z jednego bloku andezytu. Wyżłobiono na niej fryz oraz boga. Podobno jest to inkaski bóg Wirakocza, czyli ojciec Słońca i Księżyca, władca świata.


Znajduje się tutaj również stela (pionowa płyta z płaskorzeźbą)- monolit Ponce`a. Możliwe, że stanowił filar, ale dokładnie nie jest to potwierdzone.


Zachowało się też wiele naczyń ceramicznych przedstawiających lamy, pumy czy kondora. Obecnie możemy je oglądać w muzeum tuż przy stanowisku archeologicznym, gdzie byliśmy w trakcie ulewy.

Nie spędzamy tutaj wiele czasu i udajemy się na obiad, aby potem ruszyć w kierunku granicy z Peru. Do kraju, gdzie zrealizuję moje największe marzenie, ale o tym później.

Mamy koniec roku, a jutro będziemy bawić się na Sylwestra. Może to wyświechtany frazes, ale nie mogę uwierzyć, że kolejny rok już za nami. Wypatruję teraz nowych planów i nadziei na równie udany rok, a może i lepszy. 

Pora pomyśleć nad zmianami. W tym oczywiście blogowymi.


Szczęśliwego Nowego Roku i odwagi w realizowaniu marzeń. 💥💥💥 






    


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza