czwartek, 17 listopada 2016

SCHODAMI DO ŚWIĄTYNI


Lubicie chodzić po schodach? Znam miejsce, które nadaje się do tego idealnie. Za górami, za lasami... Z tymi górami to małe naciągnięcie, ale ogólnie rzecz biorąc nad Chiang Mai wznosi się góra, a prawie na samej jej szczycie świątynia. Była nawet bohaterką programu z Wojciechem Cejrowskim na czele.

O jakiej świątyni mowa? Dowiecie się w dalszej części tekstu.

Góra ta zwie się Suthep. Natomiast świątynia Wat Doi Suthep. Jak się okazuje się jest jedną z ważniejszych w Tajlandii.

Prowadzą do niej schody z 304 stopniami. Po bokach ciągną się tzw. nagi, czyli półboskie węże. Dla wygodnych czeka kolejka, jednak wejście schodami jest znacznie bardziej emocjonujące. Wchodząc do niej nie zapomnijcie o zakryciu ramion i kolan.


W samym centrum pięknie pręży się złota stupa z relikwiami Buddy. Wokół niej wierni chodzą, jednocześnie się modląc.


Natomiast jeszcze przed ścieżką przykuwają uwagę posągi Buddy, w różnych etapach jego życia. Pamiętam, jak oglądałam odcinek, w którym Cejrowski o nich opowiadał, a kilka lat później sama postawiłam tam stopę. Niesamowite, jak to się czasem układa.


Plac ze stupą okalają inne budynki, w tym mała świątynia z ołtarzem, obok zasiadał nawet mnich. Widać, że nie zrażał go za bardzo widok turystów. Przynajmniej nie dał tego po sobie poznać.


Idąc poza ten teren dotrzecie do punktu widokowego na okolice Chiang Mai. Z tym, że jest pewien myk, nie zawsze je widać. Tak też było podczas naszej wizyty. Cały obszar był zamglony. Cóż począć. W dodatku coś budowali i rusztowanie zaburzało jeszcze bardziej wrażenia.



Skupiliśmy się zatem na samym terenie świątynnym, obserwując też ludzi, dla których wizyta ta była czymś więcej niż atrakcją turystyczną.


Potem czekał nas powrót schodami w dół. Jak to z reguły bywa odcinek przed schodami prowadził przez sklepy z pamiątkami i jedzeniem.  Dalej zaś był tymczasowy parking. Z tego, co pamiętam pojazdy mogą się tam zatrzymać tylko na chwilę, aby nie tamować ruchu. Chwila moment, podjechał transport i zjeżdżaliśmy w dół.

Nie była to pierwsza świątynia buddyjska, którą widzieliśmy, stąd nie robiła aż takiego wrażenia. Najbardziej podobały mi się jednak w tym przypadku schody do świątyni.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza