czwartek, 30 sierpnia 2018

NOCLEG NA SKRAJU PUSTYNI THAR


Pustynia Thar ciągnie się na obszarze zarówno Indii, jak i Pakistanu. Jak się okazuje jest najbardziej zaludnioną pustynią świata. Mamy okazję nocować na jej skraju, o czym chciałabym Wam opowiedzieć.

W tym celu jedziemy poza granice Jaisalmeru, o którym opowiadałam Wam niedawno.



Po drodze mijamy nie jednego wielbłąda, które wykorzystywane są tutaj nie tylko, jako środek transportu, ale i przewozowy różnych pakunków.


Jedziemy tak kilka kilometrów, a widok zza szyb robi się bardziej pustynny. Jednakże mijamy też jedną z licznych wiosek, gdzie ludzie żyją niemalże, jak za dawnych czasów. Kobieta zamiata piasek z kupki na kupkę miotłą zrobioną z drewnianego kijka i prawdopodobnie słomy. Gdzie indziej w tle inny mieszkaniec wsi zagania kozy. Ciekawy widok.


Koniec dnia powoli dobiega końca, ale nie dla nas.

UROKI CZY NIE UROKI PUSTYNI THAR

 


Do miejsca noclegu docieramy już na wielbłądach. Oglądamy się dookoła i okazuje się, że krajobrazy przypominają te półpustynne ze względu na kępy różnych krzewów. Najprawdopodobniej jesteśmy na skraju pustyni niż w samym jej sercu. Czuję się trochę zawiedziona, ale staram się z zaciekawieniem chłonąć widoczki przede mną.


W końcu ukazują nam się małe namiociki, jeden zwykły budynek, a bardziej w tyle białe porządne namioty. Dla nas przeznaczone są te mniejsze, a dla ludzi z zasobniejszym portfelem te białe w pełni wyposażone. Nie zraża mnie to. Przynajmniej lepiej możemy doświadczyć miejsca, gdzie jesteśmy.


Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie porobiły sobie fotek z tymi cudaśnymi wielbłądami. Sami zobaczcie, jakie są urocze.



Wybieramy namioty i idziemy na kolację okraszoną znanymi już nam występami. Robi się, jak to na pustyni chłodno, ale trudno trzeba przetrzymać. Kiedy kolacja się kończy nie pozostaje nam nic, jak pokierować się z powrotem do namiotów. Wcale nie zamierzamy, jednak jeszcze spać. Przebieramy się w dresy, czy jak kto wolał piżamy, jeszcze coś dłuższego na siebie i zasiadamy w kółeczko. Za ognisko służy nam latarka. Cieszymy się naszym towarzystwem, rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Odwiedza nasze kółeczko też skorpion i żuk, ale szybko się oddalają. Całe szczęście, bo nie przepadam za bliskością robaczków i podobnych stworzonek.

Foto autorstwa kumpeli (Iza B.)
Niestety niektórym tylko spanie w głowie, więc jakoś po godzinie przerywają nam naszą nasiadówkę i niejako zmuszają do przystąpienie do zgrupowania śpiochów. Oglądam swój lichy śpiwór, czy aby na pewno nie postanowił jakiś mały ktoś do mnie dołączyć. Nic nie znajduję, koleżanka też, więc gasimy latarkę i idziemy spać.

NA PUSTYNI NIE ZAWSZE GORĄCO



Niestety w nocy budzę się zmarznięta. Jak się okazuje dres był mało wystarczający. Resztę spania mam z głowy. Czekam umęczona z zimna, aż nastanie ranek. Uwierzcie mi, nic wtedy bardziej nie smakowało i nie przynosiło ulgi, jak gorąca herbata masala chai (herbata z dodatkiem mleka i przypraw).

Pustynia dała mi popalić. Dlatego, jeśli macie w planie nocleg na jakiejś pustyni to nie liczcie, że dres wystarczy, tylko miejcie ze sobą jeszcze kurtkę. Dobrze Wam radzę.

Po śniadaniu idziemy na chwilę na małe wzniesienie w pobliżu, licząc na piękny wschód Słońca. Niestety mieliśmy pecha unosiła się pustynna mgła, która uniemożliwiła jego oglądanie. Dlatego wróciliśmy, obejrzeliśmy się dookoła i ruszyliśmy do naszego transportu, aby ruszyć w dalszą drogę.

Spanie na pustyni to ciekawe doświadczenie. Na pewno polecam i to nie tylko tutaj na pustyni Thar. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza