niedziela, 18 października 2015

RELACJA Z TOUR SALON 2015 W POZNANIU

Przyszła pora na moją relację ze wspomnianych targów.  Bardzo się cieszę, że udało mi się tam dotrzeć. Pomimo pewnych niezbyt miłych niespodzianek, ale o tym za chwilę.



Jako, że pracuję w branży turystycznej za wstęp nie poniosłam żadnych kosztów, natomiast regularna cena biletu wstępu dla osoby dorosłej to bodajże 20zł.


Pierwszy dzień opuściłam, z reguły jest dość pustawo i dzień na stawiony jest dla ludzi konkretnie zainteresowanych współpracą pomiędzy sobą. Bynajmniej tak było przez ostatnie dwa lata. Dlatego nie było sensu się tam pchać.

Pojawiłam się drugiego dnia i niestety los przy okazji zgotował mi kiepską niespodziankę. Specjalnie na potrzeby bloga zabrałam ze sobą aparat fotograficzny, aby dodać do wpisu zdjęcia. Jednakże mój sprzęt postanowił się zepsuć i nie pozwolić na wykonanie ani jednego zdjęcia. Także na ratunek przyszedł mój smartphone. Chwała temu kto wymyślił aparat w komórkach.

Także wszelkie umieszczone zdjęcia musiałam wykonać przy jego pomocy, więc wybaczcie jeśli jakościowo będą nieco odstawać.  Swoją drogą zapewne każdy kiedyś odczuł na swojej skórze co to znaczy złośliwość rzeczy martwych.

W każdym razie do rzeczy.

Tym razem wystawcy się postarali. Było ich więcej a stanowiska bardziej urozmaicone. W tym roku postanowili nie oddzielać tak wystawców z zagranicy od naszych polskich. Właściwie w pewnym momencie zlały się ze sobą.

Zaskoczeniem nie było bezmiar folderów i ulotek, jakie można było sobie przygarnąć. Szczęściarzom mogły się trafić dodatkowe gadżety  albo np. zniżki na wejście do term maltańskich.


Jak co roku niektóre polskie stanowiska oferowały możliwość wzięcia udziału w jakimś konkursie. Za wygraną dostaje się wszelakie rodzaje drobiazgi sygnowane danym regionem.

Z kolei na wydzielonej scenie zostały zorganizowane różnego rodzaju występy. Przykładowo zespół ze Śląska w swych regionalnych strojach zaśpiewał nam tradycyjne pieśni.


Niedaleko od wystawców z National Geografic Traveler można było podziwiać pokaz jazdy rowerem Krystiana Herby po przeszkodach lub przy udziale chętnego (cała akcja była reklamowana poprzez Green Velo- Wschodni Szlak Rowerowy).


Dwa regiony nieco mnie zaskoczyły. Przy jednym leżała...trumna...czy sarkofag...cóż mieli pomysł. Natomiast przy drugim poruszające się mikołaje. Zważywszy na to, że trochę czasu jeszcze do świąt wyglądało to nieco komicznie.


Niestety przepuściłam, jak się okazało po opuszczeniu targów ogłoszenie konkursu w konkursie na 7 nowych cudów Polski. Bardzo szkoda, ale czasu już nie cofnę.


Jedyne co tego dnia mnie zaskoczyło to malutkie stanowisko wystawców z Hiszpanii, właściwie ledwo je zauważyłam.W zeszłym roku zajmowało sporą powierzchnię i nie dało się go pominąć. Zwłaszcza, że uwielbiam ten kraj. W tym roku sobie chyba odpuścili.

 
Okazale za to prezentowali się reprezentanci Bułgarii, Saksonii (Niemcy), Rumunii oraz oczywiście regionu Wielkopolski i Poznania.


Muszę wspomnieć, że wystawcy zagraniczni wykazali się w tym roku oferując ulotki i foldery w języku polskim. Z reguły co roku było z tym gorzej, większość była w języku angielskim. Dla mnie nie sprawiało to problemu, ale z kolei może niektórym już tak.


Drugiego dnia jedynie co się zmienia to dodatkowe atrakcje, jeśli można to tak nazwać. Wśród nich rozdawanie autografów przez Martynę Wojciechowską, do której zawsze jest kolejka.


Tak też było i tym razem. Ledwo można było się przebić w celu zrobienia choćby jednego zdjęcia. Gdyby nie to, że już mam autograf tej pani zapewne sama wyczekiwałabym w kolejce jakieś 2 godziny.


Ponadto dołączył do tego udział pewnej podróżującej dziewczynki, o której powstała książka "Nela mała reporterka " i cała seria. Powiem Wam, że pomimo wieku całkiem ładnie relacjonowała to gdzie była, co przywiozła itd. Dzieciaki miały frajdę i do niej ustawiła się również pokaźna kolejka.


Przypomniało mi się o możliwości degustacji win włoskich rozpoczynającej się o 14tej. Dlatego też udałam się tam z chęcią, bo lubię próbować win z różnych części świata.

 
Zarówno białe i czerwone były raczej wytrawne, a ja mam słabość do półsłodkich i słodkich. W każdym razie cieszę się, że mogłam czegoś nowego spróbować. Niektórzy postanowili je zakupić, białe po 25zł a czerwone po 20zł.  Prawie sama się skusiłam.

Po degustacji udałam się do sali zielonej na Festiwal Podróżników na dwie prelekcje autorów blogów podróżniczych. Pierwszą prowadzili twórcy bloga http://paragonzpodrozy.pl/.


Tych dwóch chłopaków przeżyło różne zabawne historie podróżując po Gruzji, Indiach i po innych krajach. Zostali napadnięci i w ramach pomocy nocowali w więzieniu albo przeżyli zatrucie pokarmowe w Marrakeszu. Takie i inne opowieści mogliśmy od nich usłyszeć.

W przerwie pomiędzy jedną a drugą prelekcją można było posmakować herbaty masala. Wszystkim polecam ją zrobić w domu, zwłaszcza teraz w tej chłodnej porze cudownie Was rozgrzeje. Tradycyjnie pije się ją w Indiach z mlekiem i cukrem.


Po wypiciu herbaty udałam się ponownie do sali na kolejną prelekcję. Tym razem Tomek z bloga http://www.podrozuj-i-zyj.pl/ , który wyprawił się autostopem do Chin. Opowiadał o ludziach na Ukrainie, w Rosji, Mongolii i Chinach. W tym o fenomenie picia przez wszystkich łącznie z Policją na służbie różnego rodzaju alkoholu, w tym w Rosji kwasu chlebowego.


Miał też okazję wystąpić w telewizji, w tym chińskiej w ramach propagandy jak to Policja chińska pomogła biednemu zagubionemu turyście z Polski zabierając go z autostrady i dając jeść i pić. Jak to w kraju komunistycznym wszystko musi mieć swoje pozory.

Na pewno te dwa blogi trafią na listę moich ulubionych.

Po zakończeniu dla chętnych czekała ostatnia prelekcja, ale zważywszy na ilość godzin ile spędziłam na Tour Salon już sobie odpuściłam.

Jak się okazało kolejny Festiwal Podróżników odbędzie się w lutym. Także, jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie na pewno będę w nim uczestniczyła od początku do końca.

A ktoś Was również uczestniczył w tych targach? Podobało Wam się? A może unikać takich imprez?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz