środa, 4 listopada 2015

RECENZJA "BLONDYNKI NAD GANGESEM" B. PAWLIKOWSKIEJ

Jak może kojarzycie wyczekiwałam, kiedy nowa książka Beaty Pawlikowskiej pojawi się w sprzedaży (przeczytasz tutaj). Kiedy w końcu nastał ten dzień od razu zabrałam się za czytanie i nie żałuję ani sekundy.


Zaraz dowiecie się dlaczego.
Powiem Wam, że przeczytałam kilka książek jej autorstwa, ale ta wyjątkowo mnie porwała. Mówię szczerze, świat zewnętrzny przestał istnieć a myślami przeniosłam się z autorką do Indii.

Z nią będziecie marznąć w pociągu do Waranasi i uczestniczyć w pogrzebie nad wodami Gangesu.
Pani Beata wprowadzi Was do innego świata, uzupełni to co widziała w ujęciach swojego aparatu. 

TROCHĘ O KONSTRUKCJI KSIĄŻKI


Okładka jest świetna, pokazuje cały galimatias Indii oraz urok tego kraju w kilku ujęciach. Przy okazji chciałabym wspomnieć o  jednej rzeczy w kwestii zdjęć. Może Wam przeszkadzać, że część zdjęć jest czarno- biała albo wręcz przeciwnie.

Mnie to odrobinkę raziło, bo spodziewałam się bardziej barwnych fotografii jak kolorowe Indie, a było ich stosunkowo niewiele. Jak dla mnie fotografii nigdy za mało, cóż mam powiedzieć mam na tym punkcie bzika.

Jest jednak małe uzasadnienie, jak sądzę, co oprawę graficzną broni.



DODATEK NIESPODZIANKA OD PANI BEATY


Możemy za pomocą odpowiedniej aplikacji na komórki zobaczyć więcej niż pokazuje w książce. To takie pójście naprzód z nowinkami technicznymi. Pierwszy raz się z tym spotkałam w książce. Także brawa dla Pani Pawlikowskiej za pomysłowość.

O KSIĄŻCE

 

 

Jak w każdej pozycji książkowej tej pisarki mamy do czynienia z bardziej barwnym językiem i dzięki temu nawet zdjęcia mogą okazać się zbędne. Czasem opisuje najmniejszy szczegół w taki sposób, że prawie czujecie zapach jej śniadania czy  widzicie oczami wyobraźni pomieszczenie, gdzie się znajduje. 

O MIEJSCU AKCJI I O DZIURKACH W NOSIE


Pisarka opowie Wam jak spędziła czas przede wszystkim w Waranasi, w jednym z miast indyjskich leżących powiedzmy bliżej Nepalu, w tym na dość nietypowym kursie medytacji. 

Samo miasto zresztą stanowi miejsce kultu hinduizmu oraz buddyzmu, coś w stylu naszej Częstochowy. To tutaj właśnie odbywa się słynne palenie zwłok na ghatach (schodach) tuż przy Gangesie a Hindusi dokonują ablucji i medytacji. 

Nie chcę Wam opowiedzieć całej książki, bo mijałoby się to z celem. Wspomnę Wam jedynie, że warto, bo opowie jak pojechała na wspomniany kurs do miejsca przypominającego więzienie i o swoich dziurkach od nosa :). 

Przekonacie się co mam na myśli, kiedy sami ją przeczytacie, więcej nie zdradzę choćbyście mnie błagali heh. Powiem jedynie, że ja się najzwyczajniej uśmiałam, ale to moja subiektywna reakcja. Ciekawe jaka będzie Wasza!

W ramach zakończenia dwie ulubione sentencje z książki zamieszczam dla Was poniżej, bo są pełne prawdy i dają do myślenia.

" Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jakim cudem jest bycie wolnym człowiekiem! Kiedy masz to na co dzień, przestajesz doceniać taką prostą rzecz jak choćby to, że sam decydujesz o tym co robisz, kiedy idziesz spać, co jesz, jak długo pracujesz i w jaki sposób odpoczywasz"
" Najpierw trzeba być przyjacielem samego siebie. Lubić siebie, szanować, cieszyć się z tego, że się jest."


Jeśli planujecie jej zakup albo już ją macie w swoich zbiorach będę czekała na Wasze odczucia na temat książki!




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza