środa, 26 października 2016

BLISKIE SPOTKANIE ZE SŁONIAMI


Co może być piękniejszego niż spotkanie z pełnego szacunku, potężnymi a zarazem delikatnymi słoniami? Tak Kochani było to najpiękniejsze przeżycie w Tajlandii, jakiego mogłam doświadczyć.




CO WIEMY O SŁONIACH


Zanim jednak do tego przejdziemy słowami wstępu opowiemy sobie o słoniach i ich miejscu w życiu Tajów.

Każdy wie, jak słoń wygląda. Dlatego zagłębiać się w szczegóły nie będę. Jednak, czy wiecie że mamy dla typy słoni. Słonia azjatyckiego i afrykańskiego

Słoń w Tajlandii w odróżnieniu od afrykańskiego będzie miał mniejsze uszy i gabaryty, a jego głowa będzie bardziej spiczasta. Zapewne dlatego, że żyje w lasach i pod tym względem genetycznie dostosował się do istniejących warunków.

Kiedyś słonie służyły w tym kraju do dwóch celów: wojskowych oraz pracach pomocowych w wycince drzew. Nie miały lekko, wiele słoni przez to wyginęło (niestety nielegalny handel kością słoniową nadal jest obecny). Z czasem rząd wprowadził zakaz wyrębu drzew, przez co w tej formie zwierzęta przestały być potrzebne

W związku z rosnącą liczbą turystów wdrożono je do celów turystycznych, a nawet domowych. 

W Tajlandii spotkamy nie jeden obóz dla słoni. Przy czym nie każdy o pochlebnej opinii. Czy ten, w którym byłam miał lepszą opinię? Podobno tak, a pieniądze przeznaczone są na ich opiekę i ochronę. Można przykładowo kupić obrazek wykonany przez te szlachetne stworzenia albo swoje zdjęcie w ramce zrobionej z odchodów słonia. Jednak prawdy się nie dowiemy, czy te pieniądze zostały spożytkowane na wspomnianą ochronę słoni.


Na pewno słonie nie wyglądały na zaniedbane, raczej nie brakowało im wigoru.

Nie zapominajmy również, że to tylko zwierzęta, a jak taki "słonik" się wkurzy to uciekajcie gdzie pieprz rośnie. Mówię poważnie, gdyż taki przypadek miał miejsce kilka lat temu i z tego co kojarzę ktoś ucierpiał.

SŁONIE JAKO SYMBOL


Słonie tak wrosły w świat Tajów, że stały się symbolem i wizytówką kraju. Nie zabraknie ich nawet w świątyniach, pod postacią posągów.

BLISKIE SPOTKANIE ZE SŁONIEM


Obóz Maetamann Rafting Elephant Camp znajduje się rejonie Chiang Mai wśród lasów monsunowych. Wchodzimy przez bramę i kawałek dalej widzimy już pierwsze słonie wraz z ich opiekunami. Jak to ja, zaraz przyśpieszyłam kroku nie mogąc już się doczekać.


Wypatrywałam też małego słoniątka, które było parę kroków dalej.

Tuż obok stała pani ze straganikiem, gdzie nie zabrakło rarytasów dla słoni i mleka dla najmłodszego. Rzecz jasna pobierała za to stosowną opłatę. Wzięłam kiść bananów i podarowałam je głodomorom. Zaraz potem wzięłam sporawą butelkę z mlekiem, dla wyrośniętego "niemowlaka".


Opiekun wskazał mi jak odpowiednio podać butelkę. Mały ją chwycił i ciągnął mleko bez żadnej pomocy. Nie musiałam nawet jej trzymać. Dzielny maluch, prawda.


Można było skorzystać jeszcze z wolnego czasu i zrobić sobie małą sesję ze słoniami. Było śmiechu co nie miara. Jedne uniosły mnie za pomocą trąb, u innego z kolei usiadłam na kolanko a ten się do mnie przytulił obejmując trąbą. Coś niesamowitego. 

Przy okazji miałam okazję je pogłaskać i sprawdzić, jakie są w dotyku. Powiem wam, że są dość szorstkie, a włoski potrafią nieco kłuć. Jednak w niczym mi to nie przeszkadzało.


Miałyśmy jeszcze jedną kiść bananów na później. Międzyczasie jeden ze słoni chciał mi je skraść po cichaczu, ale nie zbyt mu się to udało. Heh.

W całym tym ferworze trzeba też uważać, żeby nie wejść słoniowi w drogę. Oczywiście pilnowali je opiekunowie, ale lepiej być przezornym.

Po około 15 minutach przyszła pora na kąpiel całej zgrai w pobliskiej rzeczce. Nie jeden buchał wodą z trąby albo kładł się w całości do wody. Wyglądały na zadowolone.


Po kąpieli czekał nas jeszcze pokaz możliwości słoni. Było to bardzo miłe dla oka. Jeden miał włochatą czuprynę i wyglądał prawie, jak mamut. Wszystkie mnie wręcz rozczuliły, a jak jeszcze wprawnie grają w gigantyczną piłkę byście nie dowierzali.

Na koniec słonie namalowały swoje dzieła. Do dziś zastanawia mnie czy były tego nauczone, czy też są na tyle mądre, że to potrafią. Widok malujących słoni to był dopiero szok, nie sądziłam że to naprawdę możliwe.


UCZCIE SIĘ NA MOICH BŁĘDACH

 

Na chętnych czekała jeszcze przejażdżka na słoniach. My również z niej skorzystałyśmy, szkoda że nie wiedziałam tego, co wiem teraz. Jakiś czas po powrocie usłyszałam, że pomimo siły tych zwierząt, to ich grzbiety nie są przystosowane do tego, aby na nich siedzieć

W dodatku, jak widziałam jak opiekun poganiał naszego biedaka kijkiem z metalowym grotem to jedyną moją reakcją były słowa, aby tego nie robił. Oczywiście nic a nic nie rozumiał. Nie wiem, czy zwierzak odczuwał jakiś ból, ale z tego co słyszałam to uszy są miejscem najbardziej delikatnym. Teraz byłabym mądrzejsza. 

Może chociaż osoby, które noszą się z takim zamiarem, a natrafią na ten wpis tego nie zrobią ucząc się na moich błędach. 


Nie licząc przejażdżki, było to niesamowite przeżycie, do którego Was ciepło zachęcam. Na koniec dnia, czekały na nas jeszcze tratwy, ale o tym poczytacie sobie w następnym wpisie. 

Jeśli macie, jakieś refleksje na podstawie tej relacji, to gorąco Was zachęcam do wypowiedzi w komentarzach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz